Dlaczego ryba śmierdzi po 2 dniach a kurak nie? – Dzieje się tak za sprawą substancji chemicznej zwanej tlenkiem trimetyloaminy (TMAO), w którą ryby są bogate. Sam związek jest bezzapachowy, ale gdy wychwycą go enzymy, rozbijają go na trimetyloaminę (TMA). To TMA powoduje charakterystyczny zapach. Co zrobić żeby nie śmierdziała klatka od królika ? 2011-11-05 20:38:05 Co zrobić aby kupa nie śmierdziała ? 2014-02-19 13:33:56 Załóż nowy klub Odpowiedzi. może śmierdzi dlatego, że rzadko mu wymieniasz trociny czy co tam masz? królik nie korzysta z kuwety, załatwia się do klatki. że śmierdzi to normalne, musisz mu częściej wymieniać podłoże :DD. ja mojemu wymieniam co dwa dni i ogrzanie śmierdzi ale w sumie ma już 9 lat więc nie ma się co dziwić. Zobacz 5 odpowiedzi Co zrobić by ryby brzydko nie pachniały ? ErJot Czasem zdarza się, że kupując nawet świeżą rybę czuć ją mułem, szlamem itp . - po prostu ryba brzydko pachnie. jest kilka sposobów by pozbyć się tego "zapaszku". Ryby zwykle pływają w wodzie, która jest o wiele zimniejsza od powietrza. To dlatego ciepłe powietrze zwiększa prędkość, z jaką się psują. Jeśli nie macie do dyspozycji odpowiednio dużo lodu, możecie też owinąć surowe ryby w ściereczki namoczone octem, a następnie włożyć do chłodziarki. lirik maula ya sholli wasallim daiman abada burdah. Polecamy w "Głosie." W sobotę: świąteczne last minute Co zrobić, żeby ryba nie śmierdziała rybą, a pierogi nie rozpadały się w gotowaniu? I co zrobić, żeby po świątecznym zajadaniu się przysmakami zmieścić się w... 24 grudnia 2011, 5:00 Ile kosztuje mleko prosto od krowy, ser, jogurt i jajka od szczęśliwych kur? Poznaliśmy ceny u rolników Podniebieniu przyzwyczajonemu do mleka z marketu, takie prosto od krowy może nie smakować, a przynajmniej zaskakiwać. Jednak dla tych, którzy się na takim mleku... 4 sierpnia 2022, 8:01 Tak karmili nas na szkolnych stołówkach. Herbata była nalewana chochelką z wiadra Łycha ziemniaków, kaszy lub ryżu i kotlet mielony. Albo ryż z masłem i cukrem, czasem cynamonem. Na dużej przerwie woźna przynosiła wiadro z herbatą, a dyżurny... 3 sierpnia 2022, 11:18 Gotowana kukurydza i orzeszki w karmelu za 15 zł? Jedzenie na plaży nie musi tak wyglądać. Oto zdrowsza i tańsza alternatywa! Połowa wakacji za nami, ale to w sierpniu najwięcej Polaków wyruszy na urlop i wielu wybierze morze. Dzień spędzony na plaży jest przyjemny do czasu, gdy... 29 lipca 2022, 10:11 Jakich potraw spróbować podczas wakacji w Hiszpanii, Grecji, Turcji, Chorwacji czy Egipcie? Najpyszniejsze lokalne specjały Wakacje to idealna pora na zagraniczne wojaże, które są okazją nie tylko do zwiedzania, ale także poznania odmiennej kultury zmysłem smaku. Bogactwo przypraw i... 27 lipca 2022, 13:37 Tak oszczędzisz na jedzeniu, wykorzystując resztki. Piwo z czerstwego chleba, pesto z liści rzodkiewki... Ci, którzy obierają warzywa, tracą nie tylko część witamin i składników mineralnych skrywających się zaraz pod skórką. Marnują również część kupionego lub... 21 lipca 2022, 11:23 Tych produktów lepiej unikać na śniadanie. Zjedzenie ich na pusty żołądek może wywołać silny ból i skurcze brzucha. Sprawdź listę produktów Czego lepiej nie jeść i nie pić na pusty żołądek? Bez wątpienia pełnowartościowe śniadanie powinno być codzienną rutyną. Niestety nie wszystkie produkty... 20 lipca 2022, 15:22 Ośmiu na dziesięciu Polaków szuka w sklepach tańszych produktów. Delikatesy mogą zwijać interes, bo połowa oszczędza na jedzeniu Wysoka inflacja sprawia, że niemal ośmiu na dziesięciu Polaków szuka w sklepach tańszych produktów lub zamienników. Z kolei ich cena musi być najczęściej o... 19 lipca 2022, 13:47 Jak przechowywać jedzenie w lodówce? Te zasady musisz znać! Zrób letnie porządki w lodówce Właściwe przechowywanie jedzenia w lodówce jest kluczowe, żeby żywność nie psuła się i zachowała wszystkie wartości odżywcze. Dania przygotowane ze świeżych... 18 lipca 2022, 9:49 Chcesz żyć ponad 100 lat? Oto lista produktów. Będziecie zaskoczeni! Co jest w tym menu? W niektórych regionach świata można znaleźć ludzi żyjących szczególnie długo. Ich długowieczność jest tak niezwykła, że naukowcy regiony te nazwali Niebieskimi... 12 lipca 2022, 10:03 Pasteryzacja w piekarniku na zimno i na gorąco. Jak pasteryzować słoiki z przetworami i jedzeniem w piekarniku? Sprawdzone sposoby Pasteryzacja w piekarniku to jeden ze sposobów na konserwowanie żywności. Dzięki temu dania obiadowe i przetwory zachowają dłużej świeżość. Zawartość dobrze... 6 lipca 2022, 14:46 Ile kosztowała żywność w PRL-u i w latach 90 -tych? Ceny za masło, mleko i jajka mogą przyprawić o zawrót głowy Cukier, masło, chleb, szynka i ser żółty to jedne z podstawowych produktów, których ceny najszybciej zmieniały się przez ostatnie lata. Koszt żywności zmieniały... 5 lipca 2022, 14:54 Jedzenie na podróż. Co zabrać ze sobą na drogę? Te przekąski sprawdzą się w pociągu lub w górach Lato to czas upragnionych urlopów. Właśnie wtedy wyruszamy na wycieczki. Wiele osób zastanawia się, jakie jedzenie, zabrać ze sobą do bagażu podręcznego do... 1 lipca 2022, 13:51 Jedzenie w podróży. Tych produktów i potraw nie zabieraj ze sobą w drogę. Najgorsze jedzenie w podróży Okres wakacyjny sprzyja podróżom, zarówno tym krótkim, jak i dłuższym. Warto dlatego dobrze przemyśleć, jakie jedzenie zabierzemy ze sobą w drogę. Przekąski... 1 lipca 2022, 12:42 Jak karmią w szpitalach? Siostra Bożenna w ostrych słowach skomentowała posiłki: „Jak mam spojrzeć w oczy pacjentowi?” Pielęgniarka, znana w mediach społecznościowych jako Siostra Bożenna, prowadzi na Facebooku i Instagramie popularne profile opisujące dosadnym językiem pracę i... 29 czerwca 2022, 16:20 Co można mrozić, a czego nie? Oto najważniejsze zasady mrożenia produktów Zostało ci dużo jedzenia po imprezie? Nie wyrzucaj go! Jest wiele produktów, które można bezpiecznie zamrozić, a później zjeść w dowolnym momencie, bo wciąż... 28 czerwca 2022, 11:26 Jak zrobić szaszłyki na grilla? Podajemy przepisy na wersje warzywne, drobiowe i z wędzonym tofu. Można przygotować je również w piekarniku Szaszłyki to nieodłączny element sezonu grillowego. Najczęściej przygotowuje się je z mięsa wieprzowego lub drobiowego oraz różnego rodzaju warzyw, w tym... 17 czerwca 2022, 7:07 Co przygotować do jedzenia, wybierając się w podróż lub jadąc na wycieczkę za miasto? Zdrowe, smaczne i proste propozycje potraw na drogę Chcesz mieć spokojną podróż bez zbędnego stresu? Pamiętaj o tym, żeby przygotować odpowiednią ilość smacznego, domowego jedzenia na drogę. Ponieważ podróże... 14 czerwca 2022, 14:52 Dieta zgodna z grupą krwi zyskuje na popularności. Zobacz, co jeść, a których produktów unikać. Czy dieta zgodna z grupą krwi jest zdrowa? Dieta zgodna z grupą krwi jest modna. Najczęściej decydują się na nią osoby prowadzące prozdrowotny styl życia. Zasady tego sposobu żywienia określają, jakie... 10 czerwca 2022, 12:11 Dorastanie w PRL-u rządziło się własnymi prawami. Tak żyło się dzieciom Dzieciństwo w PRL-u miało swój niepowtarzalny urok. Chętnie odwiedzanym celem dziecięcych spacerów stawał się najbliższy plac zabaw z murowaną piaskownicą,... 6 czerwca 2022, 16:34 Kuchnia w samolocie. Kiełbasa z czosnkiem i krewetki. Steward zdradza tajniki przygotowania jedzenia w podróży. Co zabrać na pokład? Menu dostępne w samolotach potrafi różnić się w zależności od wybranych linii i ich standardu. Zapytaliśmy Kamila, stewarda z wieloletnim doświadczeniem, jak... 2 czerwca 2022, 12:14 "Kurosanty", suchary i ciężki orzech do zgryzienia. Najzabawniejsze błędy językowe związane z jedzeniem Język polski nie należy do łatwych. Poza tym każdemu mogą się przydarzyć drobne wpadki. Ile razy w piekarni widzieliśmy „kurosanty” albo na przykład „ponczki”?... 24 maja 2022, 17:52 Ta reklama została wyświetlona: 1838613 razy ZALOGUJ SIĘ JAKO TURYSTA lub Nie masz konta? ZALOGUJ SIĘ JAKO BIZNES - WŁAŚCICIEL OBIEKTU NOCLEGOWEGO, GASTRONOMII, ATRAKCJI Kliknij tu >> Oceń standard miejscowosci wq kryteriów (zaznacz tylko te kryteria, które dotyczą tej miejscowości) Przyjazne dla rodzin z dziećmi Sport / aktywny wypoczynek / atrakcje turystyczne Jakość obiektów noclegowych Napisz rezencję o obiekcie Oceń standard lokalu według kryteriów (zaznacz tylko te kryteria, które dotyczą tego obiektu) Napisz rezencję o obiekcie #1 arkadiusz Uzależniony od forum Użytkownicy 13444 postów Miejscowośćgrodzisk mazowiecki Mój kącik kuchenny Napisano 25 lis 2009 - 12:53 [mod]Co prawda może nie bardzo w temacie ,ale [/mod]Mam pytanie jak pozbyć się zapachu ostatnio większą ilość Pangi do smażenia i strasznie jedzie mułem. Do góry #2 chłop z warmii chłop z warmii Entuzjasta forum Użytkownicy 877 postów Miejscowośćokolice Olsztyna Napisano 25 lis 2009 - 13:04 Fatalny zakup :rolleyes: Nawet jak się pozbędziesz zapachu mułu,to sama myśl o jej warunki chowu tej ryby zapewne Cię od niej odstraszy. Pozdrawiam serdecznie. Ps,a swją drogą,wpisz do szukajki słowo się znacznie więcej. Do góry #3 sawca sawca Pasjonat Użytkownicy 516 postów MiejscowośćZgierz Napisano 25 lis 2009 - 13:07 Do góry #4 MIRKON MIRKON Weteran Użytkownicy 1013 postów MiejscowośćWarszawa Napisano 25 lis 2009 - 13:07 Szanowny, Co do smaku i zapachu mułu to w przypadku pangi nie wiem, ale wiem jak radze sobie z rybami takimi jak karp, leszcz, lin, krąp……, Rybę przygotowujemy do smażenia, delikatnie nacieramy olejem, skrapiamy cytryną, solimy, pieprzymy według uznania, a następnie wykładamy naczynie grubymi plastrami cebuli – talarami. Układamy rybę, warstwę i następnie talary i ryba i tak do wyczerpania ryby. Wkładamy do lodówki na 5 – 6 godzin. Po tym czasie wyrzucamy talary a rybę smażymy tak jak lubimy. Ja smażę również talarki w panierce i ryba z nimi jest super. Pozdrawiam i życzę sukcesów, MIREK Do góry #5 arkadiusz arkadiusz Uzależniony od forum Użytkownicy 13444 postów Miejscowośćgrodzisk mazowiecki Mój kącik kuchenny Napisano 25 lis 2009 - 13:13 Dzięki ,ale ja poszukuję sposobu co by ryba nie pachniała innymi przyprawami tylko rybą bez ostrego zapachu ,że można ją wymoczyć w mleku . Do góry #6 EAnna EAnna Uzależniony od forum Moderatorzy 11765 postów MiejscowośćTychy Napisano 25 lis 2009 - 13:22 można ją wymoczyć w mleku .Jak najbardziej. Najlepiej w kwaśnym, może być jogurt lub kefir. Do mleka dodajemy cebulę jak doradza kol. Mirkon. Po wyjęciu z zalewy rybę należy dobrze wypłukać. Do góry #7 Gonzo Gonzo Uzależniony od forum Użytkownicy 5602 postów MiejscowośćI don't know Napisano 25 lis 2009 - 13:28 Witam. Arkadiusz pod tym linkiem znajdziesz parę rad odnośnie ryb, może pomogą na Twój problem. https://wedlinydomow... Pozdrawiam :wink: Do góry #8 jarkof jarkof Pasjonat Użytkownicy 468 postów MiejscowośćWodzisław Śląski Napisano 26 lis 2009 - 21:00 Moje zdanie w tej kwestii to tylko natarcie czosnkiem, który bardzo lubię. Dla mnie ten zapach neutralizuje zapach mułu, i tylko ten. Słyszałem o innych i próbowałem, ale jestem przewrażliwiony na ten zapach, i to stracznie. Nacieram czosnkiem przed pieczeniem i po problemie. Lin Płoć Karp i leszcza czy krąpia też Zawsze są super. Do góry #9 lilliwashere lilliwashere Użytkownik Użytkownicy 196 postów MiejscowośćGłogowo k. Torunia Napisano 26 lis 2009 - 21:39 Hmmmm, dziwne pytanie i jak na to forum dziwne odpowiedzi.... Zapach mułu jest wynikiem sposobu odżywiania sie ryby (warunków w jakich żyje) i zabicie tego zapachu nie zmieni jakości mięsa i kropka. Bo jeśli ktoś chce zabijać smak mułu u ryby z kiepskiego zbiornika to jak zabijac zmak zpsutego mięsa A co do pangi, tilapii itp. to już było powyżej, generalnie prawie 0 wartości odżywczych. Do góry #10 Siara Siara Weteran Użytkownicy 1281 postów MiejscowośćBelgia/Płock Napisano 26 lis 2009 - 21:53 lilliwashere, a coś na temat napiszesz? Dla przypomnienia " Jak pozbyć się zapachu mułu" nie czy należy itd., bo tak, to nie dość,że OT, to po co inną dyskusję zaczynać. Zrobi się znów kilka stron o wyższości ....... I oczywiście "jacy Ci modzi straszni" :devil: Do góry #11 lilliwashere lilliwashere Użytkownik Użytkownicy 196 postów MiejscowośćGłogowo k. Torunia Napisano 26 lis 2009 - 21:59 To mam propozycję jak się pozbyć tego zapachu mułu - wyrzucić i kupic rybę morską A tak ad rem - natrzeć solą, pieprzem, obłożyć pietruszką, potrzymać w lodówce 1 dzień, oczyścić i smażyć szybko na ostrym ogniu na maśle, polać sosem cytrynowo-pietruszkowym i szamać ;P Do góry #12 jarkof jarkof Pasjonat Użytkownicy 468 postów MiejscowośćWodzisław Śląski Napisano 26 lis 2009 - 22:07 I właśnie ten sposob się u mnie nie sprawdza, tylko czosnek. Do góry #13 miro miro Uzależniony od forum **VIP Junior** 14271 postów MiejscowośćBielsko-Biala Mój kącik kuchenny Napisano 26 lis 2009 - 22:12 Karp, święta i podobny problem z rodzinką. Nie zjedzą bo śmierdzi mułem. Ja tego nie czuję, ale żeby uszczęśliwić rodzinkę moczę karpia jeden dzień w mleku, wyciągam płucze w wodzie i osuszam. Wkładam do garnka/pojemnika dodaję cebulę, czosnek, liść laurowy, angielskie ziele i tak ze 3-4 dni. W wigilię wyciągam, płuczę, osuszam i smażę. Od paru ładnych lat w końcu jedzą. Przepis pozbycia się "mułu" odziedziczyłem po mamie. Do góry #14 nestor nestor Weteran Użytkownicy 1119 postów MiejscowośćSzczawno Zdrój Napisano 26 lis 2009 - 22:26 Żywe ryby pływają dwa dni w wannie i nie ma problemu z zapachem. Do góry #15 PePe PePe Weteran Użytkownicy 2056 postów MiejscowośćWrocław Napisano 26 lis 2009 - 22:35 Karp z dobrej hodowli powinien być odłowiony w październiku ze stawu macierzystego do stawu zwanego płuczką w którym jest ciągła wymiana wody i twarde dno. Karp przestaje żerować gdy temp wody spadnie poniżej 16 st. Karp z takiej chodowli jest i nie czuć go mułem. Pozdrawiam. [size=9][ Dodano: Czw Lis 26, 2009 23:01 ][/size] Oczywiście chodzi o karpia świątecznego. Do góry #16 zemat zemat Pasjonat Użytkownicy 529 postów MiejscowośćWohyń Napisano 31 gru 2009 - 11:32 mój kolega odławia ryby 2 tyg przed sprzedażą, nie karmi je i woda jest bieżąca i mocno napowietrzona, on twierdzi że ryba się czyści przez ten czas. Zawsze od niego bierzemy i rybka nigdy nie śmierdzi mułem :smile: Do góry #17 alehar alehar Pasjonat Użytkownicy 552 postów MiejscowośćWarszawa Napisano 31 gru 2009 - 13:44 Ja robie tak: po sprawieniu ryby (karp) i umyciu jej, polewam bardzo gorąca wodą (nie gotującą się), karpik jaśnieje i po ugotowaniu czy usmażeniu kompletnie brak zapachu mułu. Inna sprawa, że już od paru lat karpie nie są tak "zapachowe" jak kiedyś... Sposób sprawdzony - polecam... Do góry #18 jacer jacer Użytkownik Użytkownicy 51 postów MiejscowośćMilicz Napisano 31 gru 2009 - 14:00 Karp z dobrej hodowli powinien być odłowiony w październiku ze stawu macierzystego do stawu zwanego płuczką w którym jest ciągła wymiana wody i twarde przestaje żerować gdy temp wody spadnie poniżej 16 z takiej chodowli jest i nie czuć go to jest jedyna słuszna odpowiedź. Prawidłowo hodowany karp nie ma prawa mieć smaku/zapachu mułu. Jeżeli takowy posiada to znaczy, że był źle próbowałem obkładać cebulą, strasznie przeszło mięso tą cebulą, fuj. Zabiło cały smak tą pangę najlepiej wywalić. Żaden marynarz nie weźmie tego czegoś do z największych stawów rybnych w Europie. Do góry #19 szuirad szuirad Stały bywalec Użytkownicy 205 postów Miejscowośćpodkarpacie Napisano 31 gru 2009 - 14:04 Nalepszy sposób to lemonki dobrze rybę spryskać sokiem i poczekać z 2 godziny powinno być ok. Do góry Sponsor Sponsor Reklama #20 Ted50 Ted50 Weteran Użytkownicy 1906 postów MiejscowośćPoznań Napisano 31 gru 2009 - 14:20 Sprawioną rybę wkładamy na 5godzin do roztworu: 5litrow zimnej wody 2czubate łyżki sody oczyszczonej 2łyżki soli kuchennej Po tym czasie klkakrotnie opłukać i osuszyć Do góry #1681 OFFLINE ars25 Imię:Jarek Napisano 05 październik 2021 - 09:29 Koledzy dzięki temat już załatwiony, udało się porozmawiać z kolegą i załatwić sprawę. Tak, stres nie jest dobrym doradcą i brak wprawy też nie pomaga ;-) ale jeszcze kilka prób i będzie git, dodatkowo zmienię rolki na tyle przyczepy bo przy obecnych kółkach przestawienie łodzi o 1cm skasza łódkę i trzeba ją znowu spychać i wciągać. Jeszce raz dzięki - Wraca wiara w ludzi ;-) to dobrze, że wszystko się wyjaśniło / dopracuj sobie slipowanie, a pozostanie się tylko cieszyć z zestawu i w dobrym humorze będziesz mógł zaczynać i kończyć wędkowanie Powodzenia i dużych okazów Do góry #1682 OFFLINE zorro69 Napisano 18 czerwiec 2022 - 20:52 Witam,czy w opinii kolegów łowiących ma ZS wszystko jest ok że zdrowiem ryb...? Zapytanie zrodziło się po kontakcie z rybami, które praktycznie wszystkie są z objawami różnych chorób przebarwienia, nienaturalny kształt, a niekiedy wręcz smród... Do góry #1683 OFFLINE kogut kogut Lokalizacjaczęstochowa Napisano 18 czerwiec 2022 - 22:25 Wystarczy ich nie jeść, żywe nie śmierdzą. skorupa13, Kaflo i Alexspin lubią to Do góry #1684 OFFLINE zorro69 Napisano 19 czerwiec 2022 - 08:37 Złośliwe uwagi są już normą na forum, więc jeśli Panie Kogut wszystko co złowiłes było ok to gratuluję... Szymon82 i lubią to Do góry #1685 OFFLINE Sławek Oppeln Bronikowski Sławek Oppeln Bronikowski LokalizacjaŁódż Imię:Sławek Nazwisko:Oppeln Bronikowski Napisano 20 czerwiec 2022 - 07:01 Hmm.. Wiedza o rybim rybim życiu, non stop pozostaje dla wędkarskiego świata wiedzą tajemną. Fundamentem wiedzy jest, czym i jak trzaskać.. od do Ewentualnie plus długość, bo długość ma znaczenie.. Ryby po tarle albo w trakcie tarła, mogą nosić różne znamiona typowe dla tej fazy życiowej. I mogą się człowiekom z wędką nie podobać - nad czym szczerze boleją Tak było zawsze i tak pozostanie.. ars25 i Alexspin lubią to Do góry #1686 OFFLINE kogut kogut Lokalizacjaczęstochowa Napisano 24 czerwiec 2022 - 11:27 Sławku,to tak jak niektóre kobiety po,, tarle,,,(ostrym sexie). Ale , żeby od razu śmierdziała (ryba), póki żywa?...... Nie rozumiem 😁 Do góry #1687 OFFLINE Alexspin Alexspin LokalizacjaO/Sieradz, O/Piotrków, O/Skierniewice Imię:Aleksander Nazwisko:senatorskie Napisano 24 czerwiec 2022 - 13:13 Ryba zawsze śmierdzi rybą... Do góry #1688 OFFLINE brt3 brt3 LokalizacjaSulejów Imię:Robert Napisano 24 czerwiec 2022 - 17:41 Panowie,od kilku dni parking na końcu "betonów"jest odpłatny. Chodzą słuchy że slip również ma być odpłatny. Stara Wieś. Użytkownik brt3 edytował ten post 24 czerwiec 2022 - 17:49 Alexspin lubi to Do góry #1689 OFFLINE Alexspin Alexspin LokalizacjaO/Sieradz, O/Piotrków, O/Skierniewice Imię:Aleksander Nazwisko:senatorskie Napisano 27 czerwiec 2022 - 05:39 Jeśli to gminne, znaczy że gmina ledwo zipie finansowo i postanowiła doić wędkarzy i żeglarzy. Normalne w obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej... Jeśli to prywatne, to wcale się nie dziwię, też pobierałbym opłaty. Niestety, za darmo to można w mordę dostać, a i to nie zawsze... Użytkownik Alexspin edytował ten post 27 czerwiec 2022 - 05:44 michal7709 lubi to Do góry #1690 OFFLINE Sławek Oppeln Bronikowski Sławek Oppeln Bronikowski LokalizacjaŁódż Imię:Sławek Nazwisko:Oppeln Bronikowski Napisano 27 czerwiec 2022 - 18:12 Do niedawna, tzn do czasów reorganizacji i zmiany zarzadzania wodą i lądowymi przyległościami gminy znad zalewu robiły za przysłowiowego frajera chcący niechcący "sponsorując" nader sprytnych dorobkiewiczów.. latami monetyzujących na nie swoim. Nawet złowione ryby było gdzie sprzedać! I było gites und tenteges, aż nastały reżimowe Wody Polskie Napiszmy przeciw nim petycję.. Do góry Mój pierwszy wyjazd na trocie nad rzekę Redę opisałem w relacji „Pomorskie trocie – pierwszy raz". Kolejną próbę złowienia tej szlachetnej ryby podjąłem rok później. Tym razem Beata, już nie narzeczona a szczęśliwa żona, nie dała się namówić na Sylwestra nad morzem, ale nie zmartwiło mnie to, gdyż miałem w perspektywie długi weekend z okazji święta Trzech Króli, które to w tym roku wypadło w Zimowe dni są krótkie, więc żeby nie tracić czasu łowienia na podróż zdecydowałem się wybrać nad najbliższą stolicy rzekę trociową czyli Drwęcę. Zadzwoniłem do mojego przyjaciela Marka, z którym znamy się od małego i od małego razem chodzimy na ryby. Marek kilka lat temu przeprowadził się do Bydgoszczy. Długo nie musiałem go namawiać, zresztą jak zawsze. Chętnie zgodził się na wspólny wypad i zaproponował, żebyśmy u niego mieli bazę wypadową. Pozostało jeszcze tylko zakupienie kilku przynęt, świeżej żyłki i zezwolenia na łowienie i można było ruszać. W związku ze zmianą przepisów zakup zezwolenia okresowego w wielu okręgach PZW wymaga osobistej wizyty w siedzibie, która jest czynna tylko w tygodniu. Na szczęście w okręgu PZW Toruń można kupić zezwolenie przez internet i samemu sobie wydrukować. Z Warszawy ruszyłem pociągiem o 6:30. Trzy godziny później wysiadłem w Toruniu, gdzie na peronie czekał już na mnie Marek. Zapakowaliśmy do samochodu cały majdan i ruszyliśmy do Lubicza. Chwilę zajęło nam znalezienie drogi nad rzekę, ale po kolejnej godzinie rozkładaliśmy już wędki i schodziliśmy po stromej skarpie nad rzekę kilkaset metrów poniżej młyna w Lubiczu, czyli na początku 10 km odcinka górskiego na Drwęcy. Nad wodą było dużo wędkarzy. Na pierwszym zakręcie znaleźliśmy tylko jedno wolne miejsce. Rzeka prezentowała się wspaniale. W trzecim rzucie złapałem zaczep, który szybko odpuścił i dał się podprowadzić pod nogi. Okazał się sporą gałązką, w którą była wplątana jakaś żyłka. Na jej końcu była całkiem ładna, ręcznie robiona wahadłówka, która wzbogaciła mój arsenał przynęt. Obławiając nieliczne wolne stanowiska schodziliśmy w dół rzeki. Stali bywalcy wiedzieli gdzie łowić o czym świadczyły mocno wydeptane miejscówki, na których wędkarze łowili stacjonarnie. Dopiero pod koniec „keltowej” prostki znaleźliśmy wolne stanowisko. Było chwilę po godzinie 11 jak usłyszeliśmy z Markiem zawołanie „ma rybę!” i zobaczyliśmy jak wędkarz na drugim brzegu stojący kilkadziesiąt metrów powyżej nas holuje rybę, która wzięła przy zwalonym drzewie. Troć nie jest duża, więc szybko ląduje na brzegu. Po kilku minutach dowiadujemy się od przechodzącego wędkarza, że mierzyła około pół metra. Zmotywowani widokiem holu ryby łowimy ze zdwojoną motywacją. Po około 10 minutach historia się powtarza. W tym samym miejscu wzięła kolejna ryba. Nie wiem czy temu samemu wędkarzowi, ale podobno była mniejsza. Chwilę później spojrzałem na Marka, chcąc zaproponować mu zmianę miejscówki i w tym samym momencie miał branie. Ryba zaatakowała wahadłówkę, ale nie zacięła się. Mimo kolejnych rzutów w to samo miejsce, już nic więcej się nie wydarzyło. Ruszyliśmy dalej. Na drzewie obejrzeliśmy plakat apelujący o wypuszczanie złowionych troci. Obłowiliśmy okolicę mostu kolejowego i kolejną prostkę. Im dalej oddalaliśmy się od Lubicza tym mniej wędkarzy spotykaliśmy. Żaden z nich nie mógł się pochwalić kontaktem z jakąkolwiek rybą. Łowiliśmy zaliczając kolejne miejscówki aż do zapadnięcia zmroku. Jeszcze pół godziny marszu do samochodu i ruszyliśmy do Bydgoszczy, gdzie czekał już na nas pyszny obiad przygotowany przez żonę Marka. Dzień drugi. Pobudka jeszcze w nocy, godzina z hakiem jazdy samochodem i o świcie byliśmy w Złotorii. Pojechaliśmy w górę rzeki polnymi drogami. Minęliśmy kilka zaparkowanych przy rzece samochodów. Żeby nie łowić w tłumie zatrzymaliśmy się około trzy kilometry dalej na początku długiego zakrętu rzeki. Kolejno obławiając ciekawe miejscówki schodziliśmy w dół Drwęcy. Koło południa minął nas jeden wędkarz. Chwilę później na przeciwnym brzegu stał drugi łowiący na muchę. Tego dnia miał już trzy emocjonujące hole dorodnych… patyków. Kilkadziesiąt metrów niżej w prądzie wstecznym spowodowanym zwaliskiem, na wyjmowanego z wody woblera skusił się żółciutki szczupak. Miał ok. 60 cm. Dokładnie nie wiem, bo po szybkim odjeździe w nurt i kilku młynkach spiął się. I dobrze. Catch and relase, tylko bez catch. Do końca dnia nic się już nie wydarzyło. Agresywny dźwięk budzika wyrwał mnie ze snu. Trzeci, ostatni dzień wyjazdu właśnie się rozpoczął. Pakowanie, kawka i już mieliśmy wsiadać do samochodu, a tu okazało się, że mamy „kapcia”. Do Złotorii dojechaliśmy z kilkudziesięciominutowym poślizgiem. Zaparkowaliśmy w miejscu gdzie wczoraj mijaliśmy samochody. Nad rzeką było kilku wędkarzy. Nikt nic jeszcze nie złowił. Czas płynął a my obławialiśmy kolejne wolne miejscówki, często chwilę wcześniej obrzucane przez innego „kolegę po kiju”. Moją przynętę znowu upodobał sobie szczupaczek. Mały, ale podobno takie są najsmaczniejsze. Rybcia wróciła do wody. Około godziny 11 obławialiśmy ciekawy zakręt, kiedy wędkarz łowiący powyżej nas zaciął rybę. Po kilku minutach podebrał troć. Złowił ją w miejscu gdzie chwilę wcześniej łowiłem ja, potem Marek, a wcześniej jeszcze dwóch wędkarzy. Kelt wziął ze środka rzeki. Skusił się na srebrną wahadłówkę. Mierzył 57 cm. Z nową motywacją łowiliśmy dalej. Doszliśmy do opaski wzmacniającej brzeg. Minąłem wędkarza stojącego w dobrze wydeptanym miejscu i zacząłem rzucać kilkanaście metrów niżej. Marek został w tyle. Parę minut później „konkurent” zwinął wędkę i zwolnił stanowisko, które zaraz zajął mój towarzysz. Właśnie wpatrywałem się w zawartość swojego pudełka z przynętami, kiedy mnie zawołał. Doszedłem do niego w momencie jak windował rybę na brzeg. Samczyk troci skusił się na wahadłówkę „rogatkę” Adama Kaczmarka podaną pod niepozorny krzaczek kładący się na wodę na drugim brzegu. Udało się. Trzy dni chodzenia i Marek złowił swoją pierwszą w życiu troć. Ostatnie trzy godziny łowienia nie przyniosły więcej kontaktów z rybami. Na swoją „pierwszą” będę musiał jeszcze poczekać. Może następnym razem… Słupia Następny raz był niespełna dwa tygodnie później. 19 stycznia o świcie wysiadłem z PKS-u na dworcu w Słupsku. Ulokowałem się na kwaterze. Godzinka drzemki, śniadanko i pełen werwy ze spinningiem w ręku ruszyłem w miasto zakupić zezwolenie na łowienie (niestety nie dało się przez Internet). Trochę pobłądziłem, ale trafiłem do koła PZW. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie okazało się, że koleżanka, która wydaje zezwolenia jest na zwolnieniu, a sympatyczna pani, która ją zastępuje, nie ma zezwoleń! Ręce się załamują. Dostałem jakiś numer telefonu i jak to mówią radź sobie sam. Zadzwoniłem i na szczęście udało mi się umówić ze skarbnikiem innego koła w centrum za trzy godziny. Poszedłem nad rzekę. Spotkałem tam dwóch starszych wędkarzy. Jeden z nich pochwalił się, że wygrał niedawno rozgrywane zawody na Słupi. Jako jedyny złowił rybę – kilogramowego kelta. A poza tym dowiedziałem się, że w tym roku większość ryb zachorowała na pleśniawkę i panuje ogólne bezrybie. Mimo mało motywującej informacji godzinę później zakupiłem pozwolenie na łowienie przez następne pięć dni. Skarbnik okazał się poczciwym człowiekiem i zachęcił mnie bym na przyszłość dzwonił do niego przed przyjazdem, gdyż chętnie wypisze mi zezwolenie nawet w weekend. Z kilkugodzinnym poślizgiem rozpocząłem polowanie na moją pierwszą troć. Przez trzy pierwsze dni łowiłem na odcinku miejskim między mostami i na bardziej dzikim odcinku Słupi poniżej miasta. Efekt kilku set rzutów, kilkunastu godzin nad wodą i kilku zerwanych przynęt przedstawiam na poniższym zdjęciu. Czwartego dnia rano dołączył do mnie Marek. Pojechaliśmy w stronę Ustki i tego dnia łowiliśmy w Rezerwacie Przyrody Buczyna Nad Słupią. Na tym odcinku Słupi można łowić cały dzień w deszczu, chłodzie, zapaść się po kolana w bagnie i nic nie złowić, a mimo to być zadowolonym. I właśnie tak było… Piątego dnia wylądowaliśmy w Bydlinie. Ten odcinek rzeki również zachwycił nas swoją urodą i niestety nie obdarzył rybą. Po kilku godzinach zwinęliśmy wędki i pojechaliśmy do Ustki, gdzie nawdychaliśmy się jodu, opędzlowaliśmy po dorszu z frytkami i na koniec „złowiliśmy” kilka rybek w sklepie rybnym. Ostatnią godzinę przed zmrokiem spędziliśmy łowiąc na końcowym odcinku Słupi. Jak łatwo się domyśleć bez efektów. W drodze powrotnej do Słupska zrobiliśmy podsumowanie i jednogłośnie stwierdziliśmy, że mimo braku jakichkolwiek przejawów życia w wodzie… było fajnie. Wrześniowy wyjazd nad Drwęcę zaplanowaliśmy już kilka tygodni wcześniej. Miały być trzy dni biczowania wody do upadłego, od piątku do niedzieli. I jak to bywa gdy wszystko jest „zapięte na ostatni guzik” – się usrało. Najpierw mi odpadł piątek, potem Markowi pół soboty. Z trzech dni zrobiło się półtora. Trudno. Mimo wszystko postanowiliśmy spróbować. W końcu za tydzień koniec sezonu. Beata na pożegnanie zażartowała „tylko mi tu bez troci nie wracaj!”, a potem dopiero zdała sobie sprawę z wagi tych słów, gdyż mogło to oznaczać nawet kilku miesięczną rozłąkę… Słowo się rzekło. Miałem dodatkową motywację i ewentualną przeprowadzkę w perspektywie… Brda W piątek wieczorem byłem już w Bydgoszczy. Rano Marek pojechał do roboty, a ja skoro świt z lekkim spinningiem wybrałem się nad Brdę. Marek dzień wcześniej dał mi swojego killera, powiedział gdzie mam iść, w którym miejscu stanąć, jak rzucić i gdzie poprowadzić przynętę. Pierwszych kilka rzutów wykonałem po swojemu. Nic się nie wydarzyło, więc zrobiłem jak kolega radził i w dwóch rzutach miałem dwa ładne, trzydziestocentymetrowe okonie. Z pasiakami bawiłem się do południa. Potem Marek zgarnął mnie w drodze powrotnej do domu. Wda Jako, że miałem na ten dzień wykupione pozwolenie na wody PZW Bydgoszcz popołudniu pojechaliśmy nad rzekę Wdę, gdzie ponoć można złowić troć. Do wieczora męczyliśmy wodę na wysokości Świecia. Był bardzo niski stan wody. Rzeka prezentowała się nieźle. Marek łowił lekko, ja twardo rzucałem za trocią. Ryby z płetwą tłuszczową nie uraczyliśmy. Drwęca Budziki ustawiliśmy tak, żeby nad Drwęcą w Lubiczu stanąć o świcie. Funkcja drzemki w telefonie to zdradliwa rzecz. Obydwaj zaspaliśmy. Potem okazało się, ze zapomnieliśmy przewinąć żyłkę na kołowrotku Marka. Najpierw odwinięcie dobrej, ale cienkiej żyłki, potem nawinięcie grubszej. Lepiej to zrobić w domu niż nad wodą. Przestaliśmy się spieszyć. Ten wypad od początku nie przebiegał po naszej myśli. Nad rzeką stanęliśmy już po wschodzie słońca. Drwęca w letniej czy raczej wczesnojesiennej oprawie prezentowała się rewelacyjnie. Łowienie rozpoczęliśmy tam gdzie zimą. Tym razem było o wiele mniej wędkarzy. Można było spokojnie obławiać kolejne miejscówki. Godzinkę z hakiem później zbliżyliśmy się do mostu kolejowego. Wędkarz, który łowił przede mną widząc, że się zbliżam, nie dał się wyminąć i ruszył raźnym krokiem by zająć lepszą miejscówkę. Minął zwalone do wody drzewo, które nie da się obłowić z brzegu. Długo nie myśląc wlazłem ostrożnie na pień co umożliwiło mi poprowadzenie przynęty między dwoma, częściowo zanurzonymi konarami. Rzeka w tym miejscu zwęża się, a nurt przyśpiesza. Wykonałem trzy rzuty wahadłówką, ale nie mogłem sprowadzić jej na większą głębokość. Silny nurt wypierał ją ku powierzchni. Odwróciłem się by zejść z drzewa i iść dalej, gdy tknięty nową koncepcją, zmieniłem zdanie i podmieniłem blachę na wobler trociowy. Przynętę rzuciłem podobnie jak poprzednio po skosie w górę rzeki. Dwukrotnie płasko szarpnąłem szczytówką by zatopić głębiej wobler. Przynęta przecięła główny nurt. Żyłka minęła czubek zatopionego konara. Wobler szedł głębiej niż wahadłówka. Wychodził z wachlarza, gdy nastąpiło to na co czekałem od tak dawna. Branie! Ryba zaatakowała wabik z taką siłą, że przez chwilę nie wiedziałem co się dzieje. Szczytówka pulsowała rytmicznie. Krzyknąłem do Marka, że mam rybę. W tym samym momencie, na sekundę, zobaczyłem ją – czarne kropki na złotym boku. Już wiedziałem, że to troć. Troć! Przybiegł Marek. Podałem mu plecak i ostrożnie zsunąłem się niżej i siadłem okrakiem na drzewie. Srebrniak cały czas ostro walczył. Wiedziałem, że jak poluzuję hamulec to ryba wejdzie w zwalisko lub odjedzie z nurtem i ją stracę. Gdy tylko przestała szaleńczo młynkować podciągnąłem ją do powierzchni. Już miałem kibiców na jednym i drugim brzegu. Nurt utrudniał mi przyciągnięcie zdobyczy do ręki. Gdy już ją miałem w zasięgu ręki, ryba dała nura pod pień, na którym siedziałem. Wędzisko potężnie się wygięło, żyłka napięła i oparła o gałąź, i znieruchomiała! Wystraszyłem się, że ryba się spięła, a wobler siedzi w zaczepie! Porażka! Po dramatycznych kilku sekundach pociągnąłem raz, potem drugi raz mocniej. Troć wyskoczyła jak wystrzelona z procy prosto w kierunku głównego nurtu. Poczułem ulgę. Walka trwała dalej! Srebrniak wyciągnął z hamulca może metr żyłki. Przytrzymałem go i pozwoliłem dalej młynkować. Jakiś wędkarz podał mi krótką osękę, taką ze 35 cm długości. Nie chciałem nabijać na hak ryby. Troć gdy się uspokajała podciągałem ją do siebie wędziskiem, a gdy zaczynała znowu szaleć odpuszczałem jej. Za trzecim razem, gdy przedramię zaczęło już potężnie przypiekać zaparłem długi dolnik o pień, dosłownie głową naparłem na blank i gdy ryba była w moim zasięgu wsadziłem jej hak do pyska, a ona w tym momencie szarpnęła się i sama podhaczyła za dolną szczękę. Podniosłem ją i mocno przycisnąłem do siebie. Była moja! Moja pierwsza! Srebrna troć mierzyła 71 cm i ważyła 4,2 kg. Skusiła się na wobler Siek-M w kolorze złoto-bordowym, ponoć, jak zapewniał mnie sprzedawca, malowany specjalnie na Drwęcę. Sprawdził się w 100%. Pozostały sprzęt to wędzisko Shakespeare Ugly Stick Custom Graphite 3 m c. w. 15-40 g, kołowrotek Team Dragon FD 735iX, żyłka York 0,32 mm. Gdy trochę opadły pierwsze emocję uświadomiłem sobie ile miałem szczęścia, że udało mi się wyciągnąć tak piękną rybę w tak trudnych warunkach terenowych (wiem, że to żaden potwór i nie takie trocie wędkarze już wyciągali z tej rzeki, ale dla mnie w tym dniu to była najpiękniejsza ryba na świecie!). Srebrniak zapiął się na trzy groty przedniej, orginalnej, wzmacnianej kotwiczki nr 4 w tzw. nożyczki i jeden tylniej z boku łba. Cała walka z rybą odbyła się na 3-4 metrowym odcinku żyłki plus długość wędziska. Przednia kotwiczka malowniczo rozgięła się w różnych kierunkach, tylnia lekko się odgięła i wyłamała tylne oczko woblera. Kółeczka łącznikowe przybrały kształt owalny. Agrafka wygięła się w bok. To pokazuje siłę srebrniaka i uwagę jaką musimy poświęcić przygotowaniu najdrobniejszym elementom zestawu wędkarskiego by nie stracić ryby, na której branie czasem czekamy latami. A zapewniam Was, że warto trochę poczekać, bo nagroda jest bezcenna. Przyjąłem gratulacje od wędkarzy obserwujących hol, a gdy dowiedzieli się, że to moja pierwsza troć, jeden z nich powiedział „no to teraz, to już przepadłeś!”. tydzień później Sobota wieczór. Siedzę w pociągu. Dojeżdżam już Bydgoszczy. Marek już czeka na peronie. Jutro jest ostatni dzień sezonu. Nie mogło nas zabraknąć nad wodą. Nad brzegiem Drwęcy w Lubiczu stanęliśmy o świcie. Od razu ruszyliśmy do miejsca gdzie złowiłem troć. Po cichu zbliżyłem się do zwalonego drzewa, odczepiłem wobler od przelotki i już miałem oddać pierwszy tego dnia rzut, gdy ktoś z drugiego brzegu elegancko krzyknął niwecząc moje podchody: „Eee! To ty złapałeś troć? Poznałem po woblerze. Z Warszawy jesteś? Twoja pierwsza? Słyszałem, że strasznie krótko ją trzymałeś. Gratulacje!” W pierwszym momencie trochę zgłupiałem, pierwszy raz gościa na oczy widziałem, myślałem, że mnie z kimś pomylił. Ale po chwili wyszło, że to o mnie chodzi. Relacja z holu drogą pantoflową poszła dalej. Miło pogadaliśmy i wróciliśmy do łowienia. Obławialiśmy z Markiem kolejne miejscówki przemieszczając się w dół rzeki. Gdy obławiałem z różnych stron zwalone na przeciwległym brzegu drzewo spod nóg wyszedł mi półmetrowy srebrniak. Sprowokowany drganiami woblera wypłynął spod traw. Niestety wobler spychany przez silny nurt minął go od strony ogona. Ryba spojrzała na mnie z pogardą, odwróciła ogonem, pokazując dosadnie gdzie mnie ma i spokojnie odpłynęła na środek rzeki. Na przemian zmieniając miejscówki, ciesząc się z tego, że możemy tu być i łowić, ani się obejrzeliśmy jak minęło 9 godzin łowienia! Łowienia bez przerwy na odpoczynek czy jedzenie (które oczywiście zostawiliśmy w samochodzie). Doszliśmy do odcinka na wysokości Nowej Wsi. Zostało jeszcze kilka godzin do zachodu słońca, postanowiliśmy wrócić do samochodu, zjeść coś i zmienić miejscówkę. Powrót na skróty zajął nam godzinę. Posileni i napojeni pojechaliśmy pod most na autostradzie. Tam nas jeszcze nie było. Okazało się, że skończyliśmy łowienie kilkaset metrów wyżej. Na początku poszliśmy w górę rzeki. Marek upatrzył sobie ciekawą miejscówkę przy końcu zakrętu. Założył fajną, ręcznie robioną wahadłówkę i miał branie! w wyjmowaną z wody przynętę uderzyła na oko półmetrowa trotka, ale nie zapięła się. Po kilku rzutach powtórzyła atak, niestety z podobnym skutkiem. Marek zmienił przynętę na wobler. Kilka rzutów i znów nastąpił atak. Ryba musiała odganiać wabik z zamkniętym pyskiem bo znowu się nie zacięła. Nie ponowiła już kolejny raz ataku. Słońce schowało się za horyzont. Poszliśmy w dół rzeki. Zaczęło się ściemniać. Przy ładnej burcie spławił się kolejny półmetrowiec. Rzuciłem woblerem pod prąd i poprowadziłem go wzdłuż burty. Kilka metrów ode mnie nastąpił atak. I tym razem ryba nie zacięła się. Chwilę później zapadł zmierzch. Zwinęliśmy wędki i spokojnie ruszyliśmy w stronę samochodu. Skończył się ostatni dzień sezonu trociowego. Chociaż żadnemu z nas ręka nie śmierdziała rybą, to był to bardzo udany dzień. Udany, gdyż „lepszy najgorszy dzień na rybach, niż najlepszy w pracy”. Był to udany sezon trociowy. Złowiliśmy z Markiem swoje pierwsze trocie i choć w części poznaliśmy nowe rzeki. Teraz byle do stycznia! Czy przepadłem? Oj, przepadłem… czego każdemu polującemu na swoją pierwszą troć z całego serca życzę! Tekst: Łukasz Budny *Oso* Zdjęcia: Łukasz Budny i Marek Fik

żeby ryba nie śmierdziała